Dzisiaj będzie krótko i konkretnie :) Z okazji zbliżającego się coraz szybciej Nowego 2013 Roku składam Wszystkim wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, osiągnięcia założonych celów, samych radosnych chwil oraz zdrowia, wytrwałości i luzu :).
poniedziałek, 31 grudnia 2012
środa, 26 grudnia 2012
Wesołych Świąt :)
Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia były szczególne dla naszej rodziny między innymi z okazji 50-lecia ślubu moich dziadków. Z tej okazji zorganizowaliśmy dla Nich przyjęcie niespodziankę, która w ostateczności nią nie była ale i tak nie zabrakło łez wzruszenia :) No cóż, nie co dzień zdarza się taka okazja do świętowania zwłaszcza, że uroczystość odbyła się na dzień przed wigilią :) Można było się poczuć jak na wielkiej rodzinnej wigilii :) Same święta również były rodzinne, radosne wypełnione smakołykami. Nie ukrywam, że głównym tematem całych świąt była Julka, która swoją osobą dodawała niesamowitego uroku całemu świętowaniu. Moja córka po raz kolejny mnie bardzo zaszokowała - wydawać by się mogło, że 1,5 - roczne dziecko jak zobaczy Świętego Mikołaja to jeśli już się nie rozpłacze na sam widok to będzie chowało się za spódnicą mamy - jednak nie w przypadku naszej Julki. Owszem na początku była troszeczkę zaskoczona ale po chwili przybiła Mikołajowi tzw. piątkę i żółwika, następnie pomagała Mu wyciągać prezenty a na końcu żegnała Go machając oraz posyłając całusy :). Kolejna rzecz, która mnie bardzo zaskoczyła to podejście do choinki. Jak na małego łobuziaka sądziłam, że choinka w naszym domu postoi maksymalnie 2 dni a tu niespodzinka ani jedna bańka nie spadła, jedyna rzecz, która zostaje naruszona to baranek z szopki pod choinką :) Na sam koniec mojego jeszcze świątecznego posta składam Wszystkim Najserdeczniejsze Życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia, spełnienia marzeń, pogody ducha oraz przede wszystkim dużo dużo zdrowia :)
środa, 19 grudnia 2012
Święta tuż tuż ...
Święta Bożego Narodzenia już niebawem w związku z czym u nas w domu przygotowania trwają pełną parą. Świąteczne porządki już za nami, ciasteczka już upieczone czekają na nadejście pierwszej gwiazdki a mój mały - wielki skarb już przygotowuje świąteczne pyszności :). Od kąd zjawił się u Niej Mikołaj z prezentem w postaci garnków (ogólnie kuchni) jest w siódmym niebie. Wszyscy codziennie dostajemy swoja porcję ugotowanego przez Julkę posiłku, ba nawet ten zaszczyt trafia się Gizmowi (naszemu psiakowi) oraz wszystkim zabawkom pluszowym i nie tylko. Nie sądziłam, że z mojej córki rośnie taka gosposia. Kolejnymi ulubionymi prezentami są odkurzacz oraz zestaw czyszczący. To jest niesamowity widok jak mała 1,5 roczna dziewczynka stara się w 100% naśladować mamę i dokładnie robić to samo co ona tylko oczywiście po swojemu, już nie wspomnę o tym ile radości ma z tego powodu. :) Podwójna radość dla rodziców - radość dziecka oraz trafione prezenty :) Cóż można powiedzieć w takich chwilach - fajnie być mamą :))))))
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Człowiek uczy się całe życie...
Powiedzenie "człowiek uczy się całe życie" jest powiedzeniem, z którym chyba wszyscy się zgodzą w 100%. Od malutkiego bobaska musimy się wszystkiego nauczyć od najprostszych czynności takich jak np. umiejętność siedzenia - ba utrzymania w górze główki, już nie wspomnę o chodzeniu czy mówieniu. Im człowiek starszy tym bardziej sobie uświadamia jak wiele rzeczy jeszcze istnieje, o których nie ma pojęcia a które chciałby odkryć i pojąć. Od kąd jestem mamą moją główną czynnością, której muszę się nauczyć to CIERPLIWOŚĆ. Nie ukrywam, że z natury jestem wielką choleryczką, w jednej sekundzie potrafi mnie coś lub ktoś tak zdenerwować, że jakbym mogła to zrównałabym z ziemią wszystko co miałabym pod ręką. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że równie szybko jak się moja złość pojawia - bardzo szybko odchodzi, oczywiście nie zawsze, jak każda kobieta lubię gdy mój mężczyzna (czytaj mąż) próbuje załagodzić i puścić w niepamięć całą awanturę. Nie zawsze jest to możliwe bo każdy w swoim życiu przeżył chociaż jedną naprawdę ogromną awanturę gdzie można byłoby taką sytuację porównać z wojną światową. Ale .... co tam awantury one są potrzebne do tego aby potem móc się pogodzić i żeby znowu wszystko wróciło do pierwotnego stanu :) a jak wiadomo godzenie się jest taaakie przyjemne ;). A jeśli mowa o godzeniu to tego też trzeba się nauczyć, bo to nie zawsze jest takie łatwe zwłaszcza jak się trafi na równie wielkiego choleryka jakim ja jestem. Wracając do cierpliwości. W przypadku mojego dziecka, które kocham nad życie i jest najważniejszą na świecie dla mnie osobą cierpliwość musi się u mnie pojawiać niemalże codziennie. Z dnia na dzień moja Julka staje się coraz większą dyktatorką, musi być tak jak ona zechce a jak mama powie "NIE" to mogę tylko współczuć sąsiadom, ponieważ jej pisk ma tyle decybeli co 5 młotów pneumatycznych :) Czasami tak potrafi mnie wyprowadzić z równowagi, że naprawdę ciężko mi jest się opanować ale wystarczy, że popatrzy na mnie tymi dużymi pięknymi oczkami, uśmiechnie się tak słodko pokazując swoje śliczne białe ząbki a moje złości odlatują daleko niczym ptaki na zimę w ciepłe kraje. Bądź co bądź nasze życie to jedna wielka nauka czy to się komuś podoba czy też nie :)
środa, 5 grudnia 2012
Zima 2012 :)
Nigdy nie sądziłam, że śnieg może sprawić, że na mojej twarzy pojawi się uśmiech, aż do dzisiejszego dnia kiedy moja córka można powiedzieć oszalała na punkcie właśnie śniegu :) Nie ważne, że zimno, że pojawia się tak znienawidzona przez nas chlapa, ważne jest to, że wszędzie dookoła jest biały puch, który jest mokry i dziwnie znika kiedy się go bierze w malutkie rączki. Co prawda dla nas rodziców nie jest to 100% powód do radości, ponieważ wiadomo przemoczone rękawiczki a czasami i buty, pilnowanie na każdym kroku aby kulka śniegowa nie wylądowała w ustach (ciekawość smaków nie zna granic), trudność w prowadzeniu wózka, jednak ten gigantyczny uśmiech i bijąca z tak ślicznych oczętów ogromna radość jest najlepszym wynagrodzeniem za te wszystkie problemy. Nawet mogę stwierdzić, że już nie mogę się doczekać dnia kiedy to moja już nie tak mała pociecha zasiądzie na swoich saniach a ja niczym koń pociągowy będę robiła za Jej szofera :) Pytanie tylko kto będzie miał większą frajdę matka czy córka. Do tej pory wybierając dla Julki różnego rodzaju atrakcje oczywiście kierowałam się jej gustem ale nie ukrywam, że w większości sytuacji bywało, że to bardziej ja się cieszyłam a już na pewno dłużej niż sama zainteresowana. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak się pojawia w domu małe dziecko to trzeba się bardzo pilnować, żeby samemu się nim nie stać, tylko, że czasami po prostu jest to niemożliwe. :) Póki co w dalszym ciągu pada śnieg więc moja pociecha w dniu jutrzejszym znowu będzie w niebo wzięta podczas południowego spaceru.
p.s. mam nadzieję, że jutro rano każdy z nas znajdzie coś miłego koło łóżka dostarczonego oczywiście przez Świętego Mikołaja :))
piątek, 16 listopada 2012
Jak często mówić do dziecka NIE
Dzisiaj postanowiłam poruszyć ważną dla każdego rodzica kwestię wykorzystywania słowa NIE. Dawniej gdy nie miałam jeszcze dziecka zastanawiałam się jak mamy mogą cały czas mówić do swoich dzieci "nie ruszaj", "nie chodź", "nie, nie, nie i jeszcze raz nie". Myślałam wtedy jak te biedne dzieci cokolwiek się mają nauczyć kiedy ciągle słyszą NIE. Dzisiaj już wiem jak to jest. Nawet gdy coś nam podpowiada "daj spokój, niech się bawi" to i tak się kończy na powiedzeniu tego tak często używanego słowa NIE, bo jak możemy pozwolić na to aby nasz mały szkrab robił to co chce skoro może sobie wyrządzić tym krzywdę - po prostu mówimy NIE w trosce o nasze maleństwo :) Pytanie tylko, czy faktycznie mówimy je w trosce czy po prostu tak nam jest łatwiej i wygodniej? Wielokrotnie się nad tym zastanawiałam, ale w pewnych sytuacjach w moim przypadku nie jestem w stanie wytłumaczyć mojej 1,5 - rocznej córce, że nie może wchodzić na stół bo może z niego spaść i np. złamać rękę - na logikę prędzej zrozumie NIE wolno wchodzić na stół i już. Usprawiedliwiając siebie mam nadzieję, że w przyszłości wyjdzie jej na dobre tak częste używanie przeze mnie i mojego męża tego magicznego slowa NIE :) Poniżej dołączam kilka zdjęć gdzie słowo NIE - nie było użyte :)
niedziela, 11 listopada 2012
Naleśnikowy zawrót głowy
Dzisiejszy post będzie z serii "Moje ulubione danie to...". W roli głównej - naleśniki. Danie to pod każda postacią czy słodką, czy słoną to dla mnie i mojej rodziny prawdziwy rarytas. Na zdjęciu powyżej przedstawiłam wersję słodką a konkretnie przedmiotowi naleśniki z nadzieniem z serka Mascarpone oraz Danio waniliowym. Niby banalne połączenie ale za to w smaku... hmmm pycha :) Jak się robi ciasto naleśnikowe nie trzeba chyba nikomu pisać, ponieważ nie ma w tym niczego skomplikwanego - mąka, jajka , mleko, odrobina gazowanej wody mineralnej oraz cukier, cacao, sól do wyboru. Co do nadzienia to można powiedzieć, że kto co lubi np. warzywka, serek, dżemer (bo tylko w dżemie siła dżemie :)). Co do serka to każdy ma swój sposób na podanie, ja poza połączeniem opisanym powyżej często podaję masę serową
Skład:
1 jajko
40g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
100g śmietany 12%
500g twarogu półtłustego
Jajko, cukier i cukier waniliowy utrzeć, dodać pozostałe składniki i wszystko dokładnie wymieszać. Gwarantuję, że każdemu zasmakuje takie podanie. :) Poniżej dodaję kilka zdjęć z wczorajszej uczty - oczywiście naleśnikowej :).
poniedziałek, 5 listopada 2012
Jak ułatwić sobie życie część I
Dzisiaj postanowiłam pochwalić się moim ostatnim i jakże wspaniałym odkryciem - mianowicie jest to krem BB firmy Garnier. Podczas upalnego lata moja cera potrzebowała na co dzień jedynie kremu matującego, na chwilę obecną kiedy na dworze nie ma już pięknego słoneczka a pogoda niestety jest jaka jest krem matujący już nie wystarczy. Do tej pory zawsze używałam poprostu podkładu (oczywiście wcześniej nakładałam krem np. nawilżający), jednak nie ukrywam, że odkąd zostałam mamą motto, że życie trzeba sobie ułatwiać zostało o wiele bardziej podkreślone :) W telewizji, radiu, prasie często było słychać o kremach z serii BB - postanowiłam więc być królikiem doświadczalnym i wypróbować go na sobie. Na początku byłam trochę sceptycznie nastawiona do tego wynalazku z racji tego, że dawniej miałam kilka razy krem koloryzujący i niezbyt byłam zadowolona z efektu końcowego, ale ku mojemu zaskoczeniu krem BB który zakupiłam okazał się szczałem w "10". Według mnie każda kobieta, która ceni sobie czas i dobry efekt końcowy powinna mieć w swojej kosmetyczce właśnie ten produkt. Mowa oczywiście o dniu codziennym, ponieważ wiadomo, że na tzw. wyjście taki krem niestety nie wystarcza. Krem ten doskonale się rozprowadza, faktycznie kryje zaczerwienienia i co najważniejsze utrzymuje się jak za tą cenę (czyt. niską) naprawdę długo. Śmiało mogę powiedzieć, że szczerze go polecam :).
środa, 24 października 2012
Raz lepiej, raz gorzej...
Czemu już tak jest, że gdy wszystko dobrze się układa i człowiek myśli "kurcze w końcu jest spokój i wszystko idzie zgodnie z pozytywnym planem" nagle coś musi się wydarzyć co kompletnie nada inny a mianowicie negatywny kierunek naszych planów. Zaczynając od początku a co za tym idzie pozytywów ubiegły jeszcze letni weekend był bardzo ciekawy i udany pod każdym względem. W sobotę udaliśmy się pierwszy raz we trójkę do ZOO. Myślałam, że Julka nie będzie tak bardzo zaciekawiona zwierzątkami w końcu w jej wieku wszystko jest bardzo interesujące nawet zwykły kosz na śmieci :) - ale się pomyliłam każde zwierzątko musiała dokładnie obejrzeć a od pewnych okazów nie chciała się oderwać, co zadziwiające najbardziej zafascynowały ją króliki w zagrodzie :) A nie ukrywając mamie najbardziej spodobało się karmienie kucyków marchewką :) Ogólnie mówiąc wszystko było super poza faktem, że za namową mojego męża wybrałam się na tą wycieczkę w szpilkach. Nie byłoby w tym nic złego tylko w drodze powrotnej do samochodu niestety musieliśmy iść leśną drogą a takie prawie górskie warunki nie sprzyjają chodzeniu w szpilkach - efekty były widoczne a właściwie odczuwalne na następny dzień. Wszystko byłoby ok tylko, że na następny dzień wybraliśmy się na baaardzo długi spacer i znowu w szpilkach więc po weekendzie zamieniłam szpilki na balerinki i poczułam się jak w niebie :) Podsumowując weekend był bardzo udany a następne po nim dni to plaga złych, okrutnych informacji, które spływały do mnie niczym krople deszczu po szybie :( Najgorsze, że czasami nic się nie da zrobić, żeby cofnąć czas i niektóre złe wydarzenia poprostu wymazać. Jakże byłoby wspaniale i cudownie móc posiadać taką moc ale z drugiej strony życie byłoby za łatwe. Całe szczęście, że mam moją córkę, która nie zdając sobie z tego sprawy potrafi mnie rozśmieszyć nawet gdy jestem w bardzo kiepskim stanie - jej uśmiech jest lekarstwem na wszystko :)
piątek, 12 października 2012
Lato wróć...
Ponieważ wszędzie dookoła opiewa tematyka jesienna ja postanowiłam przypomnieć sobie wakacje i nie ukrywam, że tym samym troszeczkę ocieplić swoje samopoczucie. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i też tak było z tegorocznym latem. Nie chodzi mi tu tylko o wyjazd ale ogólnie o całą porę roku. W zasadzie tak szybko minęło, że ja w dalszym ciągu czuję niedosyt i wcale bym się nie obraziła gdyby nagle jakimś cudem powróciły temperatury ponad 25 stopni. Nie wspomnę już o tym, że życie mam mających małe dzieci byłoby o ciut łatwiejsze ponieważ przygotowanie dziecka na spacer czasami trwa dłużej niż sam pobyt na świeżym powietrzu. Acz kolwiek nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, np. moja Julka ostatnio odkryła fantastyczną zabawę jaką jest obsypywanie się liśćmi w parku, a jak wiadomo gdy dziecko jest szczęśliwe to również z nim i jego mama :) Tak ostatnio przeglądałam zdjęcia mojej córeczki zaraz po narodzinach i tak sobie uświadomiłam jaka ona jest już duża i mądra i jakie to cudowne uczucie kiedy przychodzi mały szkrab, powie mama i się przytuli ewentualnie nastawi czułka żeby ją pocałować :) to są chyba jedne z najwspanialszych momentów dla każdych rodziców. Ale powracając do tematu dzisiejszego posta - ciągle się zastanawiam co tu zrobić, żeby jesień i zima szybko przeminęły i nastało lato i WYMYŚLIŁAM jednak jest mi potrzebna jedna rzecz - mianowicie wygrana w totolotka :) mój kłopot by zniknął ponieważ niczym ptaki odleciałabym z cała rodziną gdzieś do ciepłych krajów :) Fajnie by tak było móc się teleportować w miejsca gdzie jest ciepło, sucho i gdzie np. słychać szum morza..... hmmm ale się rozmyśliłam a tym czasem zamiast myśleć o pierdołach powinnam wymyślać nowe zabawy dla mojego dziecka ponieważ jej kreatywność czasami mnie samą zaskakuje i przerasta :) Jeśli ktoś przypadkiem zaglądnie na mojego bloga i będzie miał jakiś pomysł proszę o komentarz :) na chwilę obecną każdy nowy pomysł jest na wagę złota :). W takich chwilach żałuję, że nie mam bliźniaków może łatwiej by było bo może dzieci już potrafiłyby się ze sobą bawić i mama mogłaby w spokoju posprzątać, ugotować obiad ewentualnie popracować nad księgowością firmy męża a tym czasem coś trzeba kombinować, żeby mojemu maluchowi nie przyszło coś szalonego do głowy i żeby mi nie zrujnowała mieszkania czymś ją muszę zaciekawiać podczas gdy ja w ekspresowym tempie zajmuję się codziennymi obowiązkami, niczym perfekcyjna pani domu tyle, że sama i bez pomocy sprzątaczki, niani i innych osób :). Tym optymistycznym stwierdzeniem kończę dzisiejszy wpis i na koniec dorzucam kilka fotek mojego malucha na tle naszej pięknej jeszcze wtedy ciepłej jesieni...
piątek, 5 października 2012
Jesienne smutki i smuteczki...
Nastała jesień a wraz z nią dopadła mnie chandra. W ostatnim czasie moja psychika zwariowała a czasami nawet myślę, że się ulotniła :( Co prawda miałam trochę więcej ostatnio na głowie, ponieważ 02 października było oficjalne otwarcie firmy mojego męża F.U. HYDRO-TIME i w związku z tym mieliśmy mnóstwo spraw do załatwienia np. ZUS, US, informatyk, usługi reklamowe, itp. jednym słowem mówiąc trochę tego było. Niby takie to wszystko proste bo faktycznie tak było ale samo zastanawianie się nad nazwą firmy, nad logiem, nad opisem do strony www, nad projektami wizytówek, banerów ufffff całe szczęście, że już to wszystko za nami. Wszystko byłoby ok gdyby nie to, że naszedł mnie chyba okres przesilenia jesiennego (jeśli owy istnieje), wszystko mnie wkoło denerwuje, irytuje, a czasami doprowadza do mega wielkiej złości a jak już się tak stanie to wybucham niczym wulkan. Oczywiście staram się opanować bo wiem, że wkurzanie się tak naprawdę na pierdoły nie ma najmniejszego sensu ale po prostu nie mogę, przetrzymam dwie - trzy sytuacje a przy czwartej nie ma zmiłuj wszystko co mnie otacza najchętniej zrównałabym z ziemią. Już nie wspomnę, że jak się budzę to na dzień dobry jestem zmęczona ale zaraz moje kochana córka przypomina mi o codziennych obowiązkach, chociaż czasami mam ochotę się wyłączyć i przenieść gdzieś gdzie byłabym sama i mogła w końcu odpocząć od wszystkiego i wszystkich (ale tylko na chwilkę bo długo nie wytrzymałabym beż mojej terrorystki). W związku z tym, że dzisiaj jest piątek moja energia całkiem wyparowała i ostatkiem sił próbuję coś naskrobać. Chociaż nie ukrywam, że bardzo się cieszę, że ten dzień mija bo to był jeden z tych dni, które wyprowadziły mnie z równowagi nawet w stosunku co do mojego dziecka. Nie dość, że zmęczenie, to moja pociecha była tak dzisiaj nie dobra i w zasadzie w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy ona czasami nie robi mi tego specjalnie bo w pewnych momentach miała bardzo zadowoloną minę a jej oczy mówiły do mnie "i co mi zrobisz w końcu mam 1,5 roku i wszystko mi wolno hehehe". Całe szczęście już słodko sobie śpi (po 40 minutach usypiania) wygląda jak mała księżniczka a ja mam czas dla siebie i mojego bloga. Mam nadzieję, że ten paskudny okres w końcu mi minie i zacznę się cieszyć naszą piękną złotą polską jesienią. :)
poniedziałek, 24 września 2012
Początek jesieni a co za tym idzie początek kataru :(
I się zaczęło - deszcz, potworne zimno, depresja z powodu braku słońca i ten okropny KATAR!!! Codziennie gdy oglądam pogodę żyję nadzieją, że wkrótce pojawi się na niebie upragnione przeze mnie słońce i będę mogła wraz z córcią zaczerpnąć jeszcze ulubionej witaminki D :) No cóż a tym czasem przez te ostatnie paskudne, zimne i deszczowe dni moja Julka złapała chyba największą zmorę - katar. Wszędzie w telewizji, prasie, radiu słyszymy i widzimy setki specyfików dzięki którym katar i wszelkiego rodzaju przeziębienia powinny zniknąć w ciągu paru dni. BZDURA!!! Jak to mówią katar nieleczony trwa tydzień a leczony 7 dni. Co z tego, że mamy dostęp do tylu środków farmaceutycznych skoro nie wymyślili jeszcze jak przekonać dziecko do tego, żeby pozwoliło sobie zapsikać nocek a w ostateczności wyczyścić go za pomocą chusteczki lub super wynalazku jakim jest katarek. Gdy była noworodkiem nie było problemu katarek, odkurzacz na najmniejszy bieg i do dzieła, katar w rureczce, dziecko szczęśliwe a co za tym idzie również i mama :) Teraz już niestety nie jest tak prosto - moje maleństwo, które już nie jest maleństwem stawia opór i najprościej mówiąc mówi NIE!!! I teraz pytanie co tu zrobić - widzę jak się męczy, oddycha przez buzię - żal się robi na sam widok. Wówczas zaczynamy czary i wszelkiego rodzaju metody, żeby pozbyć się tego paskudztwa - najpierw czyścimy nosek mamie, potem misiowi, następnie Gizmowi (naszemu pieskowi) a na końcu Julce :) hahaha genialnie czasami się udaje od razu, czasami ten rytuał trwa trochę dłużej ale cel zostaje osiągnięty :) Mam nadzieję, że wkrótce minie i wszyscy będą szczęśliwi :) No ale ja tutaj o katarze a tym czasem w ubiegłą sobotę miało miejsce ogromne wydarzenie o którym wszyscy trąbią - mianowicie ślub Aleksandry Kwaśniewskiej z Kubą Badachem. Jak to zwykle bywa już się wszędzie pojawiły różnego rodzaju opinie (nie zawsze pozytywne) na temat kosztów całej uroczystości, miejsca, sukienki i całej otoczki. Kurcze ja to rozumiem ślub sławnej osoby jest tematem na pierwsze strony gazet ale czy czasami nie najwarzniejsze jest to aby panna młoda i jej przyszły małżonek w tym dniu czuli się wspaniale w końcu to ich dzień i nie ważne jest jak całe przyjęcie oraz oni sami będą wyglądali tylko ważne jest aby zawsze pamiętali jak wtedy było cudownie i żeby całe ich życie było jak pierwszy taniec, zgrany, płynny i płynący z serca :) Bądź co bądź ja im życzę dużo miłości i wszystkiego dobrego na nowej drodze życia :)
piątek, 14 września 2012
Internetowy świat bloga...
Dołączając do świata blogerów myślałam, że będzie to tylko przelotna znajomość. Nie sądziłam, że pisanie, przeglądanie innych blogów, zastanawianie się o czym będzie następny post tak potrafi zafascynować i tak wciągnąć niczym w jakąś otchłań. Dodatkową przyjemnością jest fakt, że ktoś czyta i Mu się podoba to co naskrobałam, że doda komentarz, że został obserwatorem mojego bloga. :) W końcu to nie byle co w pewnym sensie odkrywamy przed wszystkimi część swojego życia. Wchodząc na strony internetowe z blogami przewagę mają te, które dotyczą mody i urody oraz gotowania. Zawsze z takich blogów można nauczyć się czegoś nowego np. jak przygotować pyszne i oszałamiające danie albo jak wykorzystać stare zapomniane spodnie i nadać im nowe życie. Takie blogi jak moje czyli właściwie takie prawie pamiętniki są raczej mniej popularne ale czy to ważne ile ma się obserwatorów czy komentarzy pod danym postem - ważne jest aby trwać w tym co się założyło :) Obserwatorzy i komentarze na pewno się pojawią :) Ciekawa jednak jestem reakcji mojej córki jak za parę lat (o ile nic mi nie zje mojego bloga:)) jak zacznie czytać moje posty, co sobie pomyśli o Swojej mamie. Szkoda, że my nie mamy takiej możliwości, dawniej nie było blogów - były za to pamiętniki pisane w zeszytach ukrywane gdzieś na strychu, żeby nikt w nie nie zaglądał. Jaka to była odwrotność teraźniejszości dawniej pisano i ukrywano - teraz każde napisane słowo może śledzić każdy kto ma tylko na to ochotę. Tajemnica jest zamieniona na otwartość. W pewnym sensie to też jest ekscytujące pisząc i zastanawiając się potem co myśli osoba, która w tym momencie czyta ten tekst? Czy jest pozytywnie odbierająca czy negatywnie a może obojętnie... Fajnie by było gdyby można było wiedzieć choć niektóre opinie bo przecież nie zawsze zostawiane są komentarze. Wracając do początków kiedy zastanawiałam się nad tym czy jest sens zakładania bloga miałam setki wątpliwości począwszy od tego o czym w ogóle będzie mój blog a skończywszy na tym czy nie jestem za stara na takie zabawy :) Ale co tam temat jest jaki jest po prostu o życiu, reszta wyszła w praniu, a wiek :)) no cóż to pozostawię bez komentarza :) Bądź co bądź nie sądzę, że decyzja o zaczęciu pisania bloga była zła wręcz przeciwnie ciekawa, miła przygoda a co dalej z tego wyjdzie zobaczymy :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








