Nastała jesień a wraz z nią dopadła mnie chandra. W ostatnim czasie moja psychika zwariowała a czasami nawet myślę, że się ulotniła :( Co prawda miałam trochę więcej ostatnio na głowie, ponieważ 02 października było oficjalne otwarcie firmy mojego męża F.U. HYDRO-TIME i w związku z tym mieliśmy mnóstwo spraw do załatwienia np. ZUS, US, informatyk, usługi reklamowe, itp. jednym słowem mówiąc trochę tego było. Niby takie to wszystko proste bo faktycznie tak było ale samo zastanawianie się nad nazwą firmy, nad logiem, nad opisem do strony www, nad projektami wizytówek, banerów ufffff całe szczęście, że już to wszystko za nami. Wszystko byłoby ok gdyby nie to, że naszedł mnie chyba okres przesilenia jesiennego (jeśli owy istnieje), wszystko mnie wkoło denerwuje, irytuje, a czasami doprowadza do mega wielkiej złości a jak już się tak stanie to wybucham niczym wulkan. Oczywiście staram się opanować bo wiem, że wkurzanie się tak naprawdę na pierdoły nie ma najmniejszego sensu ale po prostu nie mogę, przetrzymam dwie - trzy sytuacje a przy czwartej nie ma zmiłuj wszystko co mnie otacza najchętniej zrównałabym z ziemią. Już nie wspomnę, że jak się budzę to na dzień dobry jestem zmęczona ale zaraz moje kochana córka przypomina mi o codziennych obowiązkach, chociaż czasami mam ochotę się wyłączyć i przenieść gdzieś gdzie byłabym sama i mogła w końcu odpocząć od wszystkiego i wszystkich (ale tylko na chwilkę bo długo nie wytrzymałabym beż mojej terrorystki). W związku z tym, że dzisiaj jest piątek moja energia całkiem wyparowała i ostatkiem sił próbuję coś naskrobać. Chociaż nie ukrywam, że bardzo się cieszę, że ten dzień mija bo to był jeden z tych dni, które wyprowadziły mnie z równowagi nawet w stosunku co do mojego dziecka. Nie dość, że zmęczenie, to moja pociecha była tak dzisiaj nie dobra i w zasadzie w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy ona czasami nie robi mi tego specjalnie bo w pewnych momentach miała bardzo zadowoloną minę a jej oczy mówiły do mnie "i co mi zrobisz w końcu mam 1,5 roku i wszystko mi wolno hehehe". Całe szczęście już słodko sobie śpi (po 40 minutach usypiania) wygląda jak mała księżniczka a ja mam czas dla siebie i mojego bloga. Mam nadzieję, że ten paskudny okres w końcu mi minie i zacznę się cieszyć naszą piękną złotą polską jesienią. :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz