Czemu już tak jest, że gdy wszystko dobrze się układa i człowiek myśli "kurcze w końcu jest spokój i wszystko idzie zgodnie z pozytywnym planem" nagle coś musi się wydarzyć co kompletnie nada inny a mianowicie negatywny kierunek naszych planów. Zaczynając od początku a co za tym idzie pozytywów ubiegły jeszcze letni weekend był bardzo ciekawy i udany pod każdym względem. W sobotę udaliśmy się pierwszy raz we trójkę do ZOO. Myślałam, że Julka nie będzie tak bardzo zaciekawiona zwierzątkami w końcu w jej wieku wszystko jest bardzo interesujące nawet zwykły kosz na śmieci :) - ale się pomyliłam każde zwierzątko musiała dokładnie obejrzeć a od pewnych okazów nie chciała się oderwać, co zadziwiające najbardziej zafascynowały ją króliki w zagrodzie :) A nie ukrywając mamie najbardziej spodobało się karmienie kucyków marchewką :) Ogólnie mówiąc wszystko było super poza faktem, że za namową mojego męża wybrałam się na tą wycieczkę w szpilkach. Nie byłoby w tym nic złego tylko w drodze powrotnej do samochodu niestety musieliśmy iść leśną drogą a takie prawie górskie warunki nie sprzyjają chodzeniu w szpilkach - efekty były widoczne a właściwie odczuwalne na następny dzień. Wszystko byłoby ok tylko, że na następny dzień wybraliśmy się na baaardzo długi spacer i znowu w szpilkach więc po weekendzie zamieniłam szpilki na balerinki i poczułam się jak w niebie :) Podsumowując weekend był bardzo udany a następne po nim dni to plaga złych, okrutnych informacji, które spływały do mnie niczym krople deszczu po szybie :( Najgorsze, że czasami nic się nie da zrobić, żeby cofnąć czas i niektóre złe wydarzenia poprostu wymazać. Jakże byłoby wspaniale i cudownie móc posiadać taką moc ale z drugiej strony życie byłoby za łatwe. Całe szczęście, że mam moją córkę, która nie zdając sobie z tego sprawy potrafi mnie rozśmieszyć nawet gdy jestem w bardzo kiepskim stanie - jej uśmiech jest lekarstwem na wszystko :)
środa, 24 października 2012
piątek, 12 października 2012
Lato wróć...
Ponieważ wszędzie dookoła opiewa tematyka jesienna ja postanowiłam przypomnieć sobie wakacje i nie ukrywam, że tym samym troszeczkę ocieplić swoje samopoczucie. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i też tak było z tegorocznym latem. Nie chodzi mi tu tylko o wyjazd ale ogólnie o całą porę roku. W zasadzie tak szybko minęło, że ja w dalszym ciągu czuję niedosyt i wcale bym się nie obraziła gdyby nagle jakimś cudem powróciły temperatury ponad 25 stopni. Nie wspomnę już o tym, że życie mam mających małe dzieci byłoby o ciut łatwiejsze ponieważ przygotowanie dziecka na spacer czasami trwa dłużej niż sam pobyt na świeżym powietrzu. Acz kolwiek nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, np. moja Julka ostatnio odkryła fantastyczną zabawę jaką jest obsypywanie się liśćmi w parku, a jak wiadomo gdy dziecko jest szczęśliwe to również z nim i jego mama :) Tak ostatnio przeglądałam zdjęcia mojej córeczki zaraz po narodzinach i tak sobie uświadomiłam jaka ona jest już duża i mądra i jakie to cudowne uczucie kiedy przychodzi mały szkrab, powie mama i się przytuli ewentualnie nastawi czułka żeby ją pocałować :) to są chyba jedne z najwspanialszych momentów dla każdych rodziców. Ale powracając do tematu dzisiejszego posta - ciągle się zastanawiam co tu zrobić, żeby jesień i zima szybko przeminęły i nastało lato i WYMYŚLIŁAM jednak jest mi potrzebna jedna rzecz - mianowicie wygrana w totolotka :) mój kłopot by zniknął ponieważ niczym ptaki odleciałabym z cała rodziną gdzieś do ciepłych krajów :) Fajnie by tak było móc się teleportować w miejsca gdzie jest ciepło, sucho i gdzie np. słychać szum morza..... hmmm ale się rozmyśliłam a tym czasem zamiast myśleć o pierdołach powinnam wymyślać nowe zabawy dla mojego dziecka ponieważ jej kreatywność czasami mnie samą zaskakuje i przerasta :) Jeśli ktoś przypadkiem zaglądnie na mojego bloga i będzie miał jakiś pomysł proszę o komentarz :) na chwilę obecną każdy nowy pomysł jest na wagę złota :). W takich chwilach żałuję, że nie mam bliźniaków może łatwiej by było bo może dzieci już potrafiłyby się ze sobą bawić i mama mogłaby w spokoju posprzątać, ugotować obiad ewentualnie popracować nad księgowością firmy męża a tym czasem coś trzeba kombinować, żeby mojemu maluchowi nie przyszło coś szalonego do głowy i żeby mi nie zrujnowała mieszkania czymś ją muszę zaciekawiać podczas gdy ja w ekspresowym tempie zajmuję się codziennymi obowiązkami, niczym perfekcyjna pani domu tyle, że sama i bez pomocy sprzątaczki, niani i innych osób :). Tym optymistycznym stwierdzeniem kończę dzisiejszy wpis i na koniec dorzucam kilka fotek mojego malucha na tle naszej pięknej jeszcze wtedy ciepłej jesieni...
piątek, 5 października 2012
Jesienne smutki i smuteczki...
Nastała jesień a wraz z nią dopadła mnie chandra. W ostatnim czasie moja psychika zwariowała a czasami nawet myślę, że się ulotniła :( Co prawda miałam trochę więcej ostatnio na głowie, ponieważ 02 października było oficjalne otwarcie firmy mojego męża F.U. HYDRO-TIME i w związku z tym mieliśmy mnóstwo spraw do załatwienia np. ZUS, US, informatyk, usługi reklamowe, itp. jednym słowem mówiąc trochę tego było. Niby takie to wszystko proste bo faktycznie tak było ale samo zastanawianie się nad nazwą firmy, nad logiem, nad opisem do strony www, nad projektami wizytówek, banerów ufffff całe szczęście, że już to wszystko za nami. Wszystko byłoby ok gdyby nie to, że naszedł mnie chyba okres przesilenia jesiennego (jeśli owy istnieje), wszystko mnie wkoło denerwuje, irytuje, a czasami doprowadza do mega wielkiej złości a jak już się tak stanie to wybucham niczym wulkan. Oczywiście staram się opanować bo wiem, że wkurzanie się tak naprawdę na pierdoły nie ma najmniejszego sensu ale po prostu nie mogę, przetrzymam dwie - trzy sytuacje a przy czwartej nie ma zmiłuj wszystko co mnie otacza najchętniej zrównałabym z ziemią. Już nie wspomnę, że jak się budzę to na dzień dobry jestem zmęczona ale zaraz moje kochana córka przypomina mi o codziennych obowiązkach, chociaż czasami mam ochotę się wyłączyć i przenieść gdzieś gdzie byłabym sama i mogła w końcu odpocząć od wszystkiego i wszystkich (ale tylko na chwilkę bo długo nie wytrzymałabym beż mojej terrorystki). W związku z tym, że dzisiaj jest piątek moja energia całkiem wyparowała i ostatkiem sił próbuję coś naskrobać. Chociaż nie ukrywam, że bardzo się cieszę, że ten dzień mija bo to był jeden z tych dni, które wyprowadziły mnie z równowagi nawet w stosunku co do mojego dziecka. Nie dość, że zmęczenie, to moja pociecha była tak dzisiaj nie dobra i w zasadzie w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy ona czasami nie robi mi tego specjalnie bo w pewnych momentach miała bardzo zadowoloną minę a jej oczy mówiły do mnie "i co mi zrobisz w końcu mam 1,5 roku i wszystko mi wolno hehehe". Całe szczęście już słodko sobie śpi (po 40 minutach usypiania) wygląda jak mała księżniczka a ja mam czas dla siebie i mojego bloga. Mam nadzieję, że ten paskudny okres w końcu mi minie i zacznę się cieszyć naszą piękną złotą polską jesienią. :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

