Nigdy nie sądziłam, że śnieg może sprawić, że na mojej twarzy pojawi się uśmiech, aż do dzisiejszego dnia kiedy moja córka można powiedzieć oszalała na punkcie właśnie śniegu :) Nie ważne, że zimno, że pojawia się tak znienawidzona przez nas chlapa, ważne jest to, że wszędzie dookoła jest biały puch, który jest mokry i dziwnie znika kiedy się go bierze w malutkie rączki. Co prawda dla nas rodziców nie jest to 100% powód do radości, ponieważ wiadomo przemoczone rękawiczki a czasami i buty, pilnowanie na każdym kroku aby kulka śniegowa nie wylądowała w ustach (ciekawość smaków nie zna granic), trudność w prowadzeniu wózka, jednak ten gigantyczny uśmiech i bijąca z tak ślicznych oczętów ogromna radość jest najlepszym wynagrodzeniem za te wszystkie problemy. Nawet mogę stwierdzić, że już nie mogę się doczekać dnia kiedy to moja już nie tak mała pociecha zasiądzie na swoich saniach a ja niczym koń pociągowy będę robiła za Jej szofera :) Pytanie tylko kto będzie miał większą frajdę matka czy córka. Do tej pory wybierając dla Julki różnego rodzaju atrakcje oczywiście kierowałam się jej gustem ale nie ukrywam, że w większości sytuacji bywało, że to bardziej ja się cieszyłam a już na pewno dłużej niż sama zainteresowana. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak się pojawia w domu małe dziecko to trzeba się bardzo pilnować, żeby samemu się nim nie stać, tylko, że czasami po prostu jest to niemożliwe. :) Póki co w dalszym ciągu pada śnieg więc moja pociecha w dniu jutrzejszym znowu będzie w niebo wzięta podczas południowego spaceru.
p.s. mam nadzieję, że jutro rano każdy z nas znajdzie coś miłego koło łóżka dostarczonego oczywiście przez Świętego Mikołaja :))
Hehe, to fajnie, że mała pociecha lubi śnieg - niech wpadnie do Czernej to pogoni po ogródku, a My zrobimy z Tomka bałwana. :P
OdpowiedzUsuń