niedziela, 27 stycznia 2013

Odżywianie małych dzieci


Ostatnio ciągle wszędzie słyszę o prawidłowym żywieniu dzieci. Nawet ostatnio zajrzałam na stronę Instytutu Matki i Dziecka aby ściągnąć sobie najnowszy Poradnik Żywienia Dziecka w wieku od 1 do lat 3. Nie ukrywam, że temat żywienia dziecka bynajmniej mojego jest dla mnie bardzo ważny. Gdy byłam jeszcze w ciąży przestudiowałam mnóstwo gazet, różnego rodzaju artykułów właśnie na przedmiotowy temat. Co prawda jak dotąd największą moją wyrocznią w dziedzinie wychowywania dzieci jest moja babcia, która w swoim życiu wychowała więcej dzieci niż nie jedna kobieta biorąc pod uwagę, że od 10 lat niczym innym się nie zajmuje jak opieką nad dziećmi. Ona zawsze potrafi mi w 100% trafnie doradzić gdy mam jakieś wątpliwości i chwała Jej za to :) Powracając do tematu dzisiejszego posta ciągle się zastanawiam co tak naprawdę możemy nazwać prawidłowym odżywianiem dziecka??? W poradniku, który przeczytałam były zawarte informacje o wszystkich ważnych składnikach jakie powinny się znajdować w diecie dziecka ale... no właśnie czy mam zabronić mojej Julce zjeść kawałka czekolady, którą uwielbia tylko dlatego, że w przyszłości wylecą jej ząbki albo źle to wpłynie na jej wagę, albo czy mam Jej zabronić od czasu do czasu na zjedzenie paru tak niezdrowych frytek tylko dlatego, że w Ameryce jest taki duży procent dzieci i dorosłych otyłych???? Może wyda się to komuś teraz straszne co piszę ale dla mnie to bzdury, przecież ja też będąc malutką dziewczynką jadłam słodycze, od czasu do czasu fast foody i nie powiem żebym cierpiała teraz na nadwagę albo mój organizm przez to był wyniszczony. Wracając do żywienia mojej córki gdy zaczynałam jej wprowadzanie pokarmów stałych starałam się jak mogłam aby wszystko było prawidłowo czyli: warzywa gotowane na parze potem miksowane następnie wprowadzanie mięska również gotowanego na parze - wszystko robiłam sama, tak jak moja babcia :) Jednym słowem drogie mamy myślę, że nie ma co przesadzać i pozwolić od czasu do czasu maluszkowi na mały grzeszek w postaci kawałka czekolady, co napewno zaprocentuje wielkim uśmiechem na małej twarzyczce. :))


wtorek, 22 stycznia 2013

Zimowe spacery


Tytuł dzisiejszego posta mówi o zimowych spacerach, jednak ja postanowiłam poruszyć temat ochrony twarzyczki naszych pociech podczas mroźnych zimowych spacerów. Jak wiadomo kiedy na dworze jest minusowa temperatura musimy bardziej zwracać uwagę na pielęgnację twarzy naszych pociech. Gdy mamy lato - wszystko jest wiadomo krem z filtrem obowiązkowo, natomiast w zimie hmmm trochę gorzej to wygląda z wyborem odpowiedniego kosmetyku. Ja osobiście do tej pory używałam zawsze jednego kremu który uważałam za genialny, Sopelek firma Flos-lek dla mnie a właściwie dla mojej córki był odpowiedni pod każdym względem. Ostatnio jednak z racji, że musiałam kupić kolejny krem poszłam do apteki ii usłyszałam, że "nie ma" :(. No cóż w przypadku balsamu, szamponu nie miałabym problemu ale jednak krem na zimę biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne jest dość ważny - Pani Magister poleciła mi najzwyklejszy krem z witaminą F18 firmy Viola. Nie ukrywam, że przypomniały mi się lata mojego dzieciństwa, ponieważ babcia zawsze mi smarowała moją wówczas małą twarzyczkę tym właśnie kremem. Nie zastanawiając się długo kupiłam go i okazał się kolejnym świetnym kremem na mrozy i wiatry. Jest tłusty ale doskonale się wchłania. Buźka i rączki są w 100% pod kremową ochroną :). Niektórzy mogą pomyśleć, że jest to błachy problem ale dla mnie - młodej mamy (hahaha młodej:)) każdy nawet najdrobniejszy problem może mieć baaardzo niekorzystne skutki a jak to mówią lepiej dmuchać na zimne :) Nowością niedawno dla mnie okazało się smarowanie rączek kremem dziecka przed spacerem nawet jeśli zakłada rękawiczki. Do tej pory nigdy nie używałam kremu a rączki po spacerze zawsze były lodowate pomimo założonych rękawiczek - po zastosowaniu kremu rączki były lekko chłodne a czasami zdarzyło się, że były ciepłe - więc gorąco polecam tą metodę :) Jednym słowem zima jest może fajna dla dzieci ale dla mnie nie koniecznie - zdecydowanie jestem za latem :)
















niedziela, 13 stycznia 2013

Z serii - kuchenne rewolucje

Dzisiejszy post jak wynika z tytułu będzie dotyczył rewolucji kuchennych według mnie samej :) - ha ha dość skromnie jak na początek :). Ale do rzeczy. Może jestem nie dość nowoczesną kobietą i danie obiadowe kojarzy mi się zazwyczaj ze schabowym, ziemniaczkami i kapustą ale od czasu do czasu lubię eksperymentować. Mój mąż twierdzi zazwyczaj, że mi wychodzą te moje eksperymenty - ja natomiast jestem bardziej ostra w ocenie wobec swojej osoby, ale w tym przypadku zawsze mi smakuje :). Będzie to przepis na SAŁATKĘ CEZARA. Przedmiotowe danie jadłam  pierwszy raz będąc z mężem w pewnej restauracji i przyznam szczerze, że od razu się w niej zakochałam. Zaczęłam szukać przepisu, który będzie najbardziej pasował do dania, które jadłam (wersji tej sałatki znalazłam mnóstwo) i w końcu się udało. Jednak największy problem miałam z ciemnym sosem, który znajdował się na daniu - odkryłam, że był to krem balsamiczny i tutaj czarna dziura z kąd ja mam to wziąć? Szukałam i szukałam aż w końcu udało mi się znaleźć przepis jak go zrobić samemu (nie jestem zwolenniczką kupowania gotowych produktów). Gdy zrobiłam ją w domu poczułam się jakbym znowu jadła tą samą sałatkę co pamiętnego dnia w restauracji. Była pyszna, wspaniała o cudownym smaku ostro-słodko-kwaśnym. Drogie Panie albo Panowie jeśli chcecie zabłysnąć przed partnerem lub partnerką polecam to danie - podane w odpowiedni sposób z lampką wina może uczynić, że wieczór będzie naprawdę udany (pod warunkiem, że dzieci pójdą już spać) :). Poniżej przepis na to według mnie cudo.
Składniki:

Pierś z kurczaka
Sałata lodowa
Czerwona cebula
Czosnkowe grzanki (bułka paryska zapiekana w oliwie z oliwek i czosnkiem)
Parmezan lub żółty ser (do wyboru)

Dressing:

3 łyżki majonezu (ja zazwyczaj stosuję Majonez Kielecki)
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka octu balsamicznego
Sok z polowy cytryny
1 ząbek czosnku

Krem balsamiczny:

Do rozgrzanego garnka wlewamy ocet balsamiczny - mieszamy cały czas do momentu kiedy stanie się gęsty (tak prosty a tak wspaniały dodatek do mięs, sałatek)

Przygotowanie jest również proste co składniki: pierś z kurczaka kroimy w paski i opiekamy (dowolny wybór: panierka, grill, zioła), na spód talerza szarpiemy sałatę lodową, na nią kładziemy pokrojoną w piórka czerwoną cebulę, całość polewamy dressingiem, dodajemy parmezan, grzanki i opieczone kawałki piersi z kurczaka, całość polewamy kremem balsamicznym.
SMACZNEGO :)

Na koniec z racji tego, że dzisiaj jest XXI FINAŁ WIELKIEJ ORKIESTRY ŚWIĄTECZNEJ POMOCY dowód, że nasza najmłodsza pociecha również brała w nim udział :)




wtorek, 8 stycznia 2013

Czasami wszystko jest na NIE

Czasami w życiu kobiety, żony, matki, kochanki (niepotrzebne skreślić) bywają dni kiedy ma się wszystkiego dość, kiedy ma się ochotę wszystkich pozamykać do ciemnej szafy i nie wypuszczać ich przynajmniej przez parę godzin kiedy to powróci do nas tzw. normalność. W dniu dzisiejszym dopadł mnie właśnie taki parszywy nastrój. Nic mi nie odpowiadało, wszystko mnie drażniło, przeszkadzało, nie miałam ochoty na nikogo patrzeć a tym samym wdawać się w jakie kolwiek rozmowy, które i tak w efekcie końcowym kończyły się awanturą. Dzisiaj jeśli byłaby taka możliwość zamocowałabym sobie w widocznym miejscu napis "bez kija nie podchodź". Kobiety znają zapewne ten stan bo jak wiadomo co miesiąc się z tym zmagamy i co miesiąc mamy ochotę zamknąć się w ciemnym zakamarku i nie pokazywać się nikomu na oczy przynajmniej przez jakiś czas. Jedynym pocieszeniem była jak zwykle Julka, chociaż w pewnym momencie musiałam policzyć nie do 10 ale do 20 żeby się uspokoić bo ona najprawdopodobniej wyczuła mój dzisiejszy wrogi nastrój i żeby mi zrobić "frajdę" była momentami nie do okiełznania. No cóż to tylko mała, bezbronna z niczego jeszcze nie zdająca sobie sprawy dziewczynka. Kiedyś sama na własnej skórze przekona się dlaczego jej mama raz w miesiącu przemienia się w ziejącą ogniem smoczycę :). Tym baaardzo optymistycznym stwierdzeniem kończę na dzisiaj i jak obiecałam w poprzednim wpisie dorzucam kilka zdjęć jeszcze z 2012 roku mianowicie z naszej sylwestrowej zabawy.







niedziela, 6 stycznia 2013

Nowy Rok - nowe wyzwania

Minął 2012 rok i nastał 2013 dla wielu z nas będzie wyjątkowy, szczęśliwy najcudowniejszy a dla wielu będzie po prostu taki sam jak poprzedni i jeszcze poprzedni. Jedno jest pewne to co się w nim wydarzy to wielka niewiadoma z dnia na dzień niczym kartki w pamiętniku będą zapisywały się kolejne historie, które zapamiętamy bardziej lub będziemy chcieli o nich zapomnieć. Jak każdy na początku roku postanawia zmienić lub udoskonalić parę rzeczy w naszym życiu to ja tym razem nic a nic nie planuję co ma być to będzie, życie samo pokaże i mam nadzieję pokieruje w tę właściwa stronę. Do tej pory zawsze jak coś planowałam to albo nie wyszło albo wyszło tylko, że nie z takim efektem końcowym o jakim marzyłam. Więc tym razem się zbuntowałam i powiedziałam BASTA - od dzisiaj nic nie planuję a co z tego wyjdzie okaże się w najbliższym czasie. Wrócę tym czasem do nocy sylwestrowej. Tym razem spędziliśmy go w domu jednak pomimo to było inaczej - inaczej bo była z nami już wiele rozumiejąca Julka (rozumiejąca - ponieważ w tamtym roku nie miała bladego pojęcia o co chodzi i usnęła zanim wszystko się zaczęło). Zorganizowaliśmy sobie zabawę w stylu Kinder Party były balony, serpentyny, przekąski, tańce a o północy szampan. Oczywiście Julka nie dotrzymała do godziny 0:00 (nie dotrzymała nawet do 21:00) ale i tak miała niezły ubaw od godziny 17:00 kiedy to nasza impreza się zaczęła. Niesamowita radość, błyszczące oczka to widok, który wynagradza brak wielkiego sylwestrowego balu :). Jednym słowem sylwestra spędziliśmy imprezowo a jak to mówią jaki sylwester taki cały rok - co oznacza niekończącą się imprezę :)

p.s. tym razem niestety zdjęć nie będzie z powodu kłopotów technicznych ale jak tylko się z nimi uporam zdjęcia się pojawią :)