Czasami w życiu kobiety, żony, matki, kochanki (niepotrzebne skreślić) bywają dni kiedy ma się wszystkiego dość, kiedy ma się ochotę wszystkich pozamykać do ciemnej szafy i nie wypuszczać ich przynajmniej przez parę godzin kiedy to powróci do nas tzw. normalność. W dniu dzisiejszym dopadł mnie właśnie taki parszywy nastrój. Nic mi nie odpowiadało, wszystko mnie drażniło, przeszkadzało, nie miałam ochoty na nikogo patrzeć a tym samym wdawać się w jakie kolwiek rozmowy, które i tak w efekcie końcowym kończyły się awanturą. Dzisiaj jeśli byłaby taka możliwość zamocowałabym sobie w widocznym miejscu napis "bez kija nie podchodź". Kobiety znają zapewne ten stan bo jak wiadomo co miesiąc się z tym zmagamy i co miesiąc mamy ochotę zamknąć się w ciemnym zakamarku i nie pokazywać się nikomu na oczy przynajmniej przez jakiś czas. Jedynym pocieszeniem była jak zwykle Julka, chociaż w pewnym momencie musiałam policzyć nie do 10 ale do 20 żeby się uspokoić bo ona najprawdopodobniej wyczuła mój dzisiejszy wrogi nastrój i żeby mi zrobić "frajdę" była momentami nie do okiełznania. No cóż to tylko mała, bezbronna z niczego jeszcze nie zdająca sobie sprawy dziewczynka. Kiedyś sama na własnej skórze przekona się dlaczego jej mama raz w miesiącu przemienia się w ziejącą ogniem smoczycę :). Tym baaardzo optymistycznym stwierdzeniem kończę na dzisiaj i jak obiecałam w poprzednim wpisie dorzucam kilka zdjęć jeszcze z 2012 roku mianowicie z naszej sylwestrowej zabawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz